Spragnionych napoić
Dodane przez diakonia_milosierdzia dnia 15 styczeń 2017 21:12

Miłosierdzie w czynach: Spragnionych napoić

           „Rzekła do Niego kobieta: Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać” (J 4, 15)

           Woda. Zwykła rzecz, prawda? W butelkach, w kranie, w rzekach i jeziorach, w naszych ciałach. Otacza nas; nie ma dnia, żebyśmy choć raz nie zaspokoili pragnienia i nie wypili choć kubka jakiegoś napoju. Jest dla nas tak oczywistym elementem rzeczywistości, jak światło Słońca, czy tlen w atmosferze, jakoby miała być wpisana od początku w nasze życie. Bardzo słusznie, bo to właśnie ona jest kolebką i źródłem życia. Bo tam gdzie jej nie ma, jego również nie ma.

           W Biblii występuje w wielu rolach: symbolizuje oczyszczenie, zarówno duchowe („Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego!”), jak i cielesne („Oczyszczony wypierze swe szaty, zgoli wszystkie włosy, wykąpie się w wodzie i będzie czysty.”); potęgę, często straszną dla nikłego człowieczka („Ciemność Cię ogarnia, niczego nie widzisz, zalewają Cię wezbrane wody.”). Bywa interpretowana jako woda ożywiająca („(...) i wszyscy pili ten sam duchowy napój. Pili bowiem z towarzyszącej im duchowej skały. A tą skałą był Chrystus!”), albo – co najłatwiej przychodzi do głowy ludziom nie bujającym z głową w chmurach – z doczesną zapłatą („Niech Bóg da Ci rosę z nieba i żyzną ziemię, obfitość zboża i moszczu.”).

           Nie masz pewnie wątpliwości, że dziś – szczególnie dziś – woda to luksus. Może nie dla nas, ale gdzieś na Ziemi żyją, cudem egzystują, ludzie, którzy nie ośmielają się marzyć o wodzie, którą beztrosko marnujemy na co dzień. Dla nich naprawdę jest ona życiem. Możliwością przetrwania. Na co dzień nie masz zbytniej okazji, żeby wpłynąć na ich los, ba, żeby w ogóle spotkać się, popatrzeć w oczy takiemu człowiekowi. Stąd do Afryki bardzo daleka droga. Ale i tu są ludzie biedni, spragnieni. Biednych, jak już raz powiedział Chrystus, zawsze mieć będziemy. Mijasz ich co jakiś czas, może traktujesz jak żywy wyrzut sumienia społecznego (abstrahując od tego, czy społeczeństwo takowe ustrojstwo duchowe posiada). Może jednak warto czasem zostać szaleńcem i zatrzymać się nad potrzebującym, tym naszym zwykłym codziennym. Wspomóc łykiem wody, drobnymi (szczerze – i tak wydałbyś na słodycze), może ciepłym słowem. Tacy ludzie pragną. Bardzo pragną.

           Jest jeszcze jeden rodzaj pragnienia. Nie jest on może tak ewidentny, jak to fizyczne, jednak chyba nie masz wątpliwości, że dłużej zabija. Nie rzuca się w oczy, nie czyni szpetnym, ba, nie przeszkadza w życiu na najwyższych obrotach. Typowa ofiara tego właśnie pragnienia ma bujne, lśniące włosy, iskrę w oku, białe zęby. Tylko duszę ranną. Bo to pragnienie duszy, to posucha duszy. Dobrze wiesz, czego taka duża chce, czego żąda, czego pragnie właśnie. Bo Ty też – nie mam żadnych wątpliwości – byłeś w takim stanie. Pragnie pomocy, zrozumienia, oparcia, rozmowy. Najogólniej rzecz biorąc – Miłości. Bo to z niej wypływa to wszystko. Dusza bez Miłości jest tworem bezsensownym, to Ona jest jej początkiem, najgorętszym marzeniem, upragnionym celem. Jest jej Wodą. Wypływającą z boku Tego, który Jest nią samą. Nie daj się nigdy nabrać na to, co widzą Twoje oczy. Bo one widzą tylko to, co dane jest im zobaczyć. Reszty trzeba szukać sercem. I udowodnić przy tym, że się je ma.

           Zrób to. Może dziś, może jutro. Masz wokół siebie takich ludzi, nie kręć, nie udawaj, że tak nie jest. Żyj nie tylko obok nich, ale też z nimi. Pomóż im zaspokoić swoje pragnienie. Jak? Sposobów jest wiele: może rozmową, może wspólnym działaniem, może przybliżeniem ich do Boga chociażby we wspólnej Mszy Świętej? Afrykę masz na własnym podwórku. Czemu nie przekształcić jej w oazę. Zanieś ludziom wodę. Zanieś ludziom Boga. Spełnij oba pragnienia – ich i Jego.

Magdalena Sokół

Poprzednie rozważanie: Nieumiejętnych pouczyć

Nastepne rozważanie: Wątpiącym dobrze radzić (wkrótce)

O cyklu: Miłosierdzie w czynach