Kim byśmy byli bez chrztu?
Dodane przez agpyrek dnia 27 kwiecień 2016 11:18

W codziennym zbieganiu, w natłoku spraw do załatwienia, telefonów… nie zastanawiam się nad tym, kim byłabym bez chrztu. Kim byśmy byli bez chrztu? Historycy spierają się, czy chrzest Mieszka I był wyrazem wiary, czy kalkulacji politycznej. Dla nas, żyjących tysiąc lat później motywy jego działania nie są istotne. Sakrament działa niezależnie od tego czy jesteśmy w pełni świadomi jego mocy. Ta myśl zrodziła się we mnie, kiedy na INEA Stadionie w Poznaniu  słuchałam świadectwa  Roberta Frydrycha ”Litzy”. Co prawda, znany rockmen mówił o nieświadomym przyjęciu sakramentu małżeństwa, ale te słowa mogą mieć szerszy kontekst. Mieszko I nie wiedział, jak sakrament chrztu będzie działał w jego życiu i w życiu jego poddanych. Oznaczał na pewno koniec starego świata, bożków i znanych wierzeń, otwierał na Bożą rzeczywistość. Jesteśmy od 1050 lat narodem chrześcijańskim, dumnym z wielu świętych i błogosławionych. Maryja wybrała nas, wybrała Polskę na Swoje królestwo. Tu zrodziła się  „ iskra miłosierdzia”, skromna zakonnica przekazała światu orędzie o Bogu Miłosiernym. Chrzest Polski to początek historii, która nie ma końca, bo czeka nas wieczność i zbawienie.

 

 

Jak przeżyć tę ważną dla mojej tożsamości rocznicę? Z tego pytania zrodziło się pragnienie uczestnictwa w wydarzeniach w Poznaniu. Hasło obchodów rocznicy: ”Gdzie chrzest, tam nadzieja” każe mi bardziej patrzeć w przyszłość niż w przeszłość.  Taki też wymiar miało spotkanie ewangelizacyjne na INEA  Stadionie. Pierwsza część - świadectwa, śpiewy, konferencje, uwielbienie - miała nas przygotować do trzech istotnych wydarzeń: ofiarowania życia Jezusowi, odnowienia sakramentu chrztu świętego i dziękczynienia, czyli przeżycia Eucharystii. Na stadionie było nas wielu braci i sióstr w Chrystusie. Najbardziej wzruszył mnie widok rodzin z malutkimi i starszymi dziećmi, to one są nadzieją i przyszłością polskiego Kościoła.

 

 

Odwoływałam się już do słów „ LItzy”, ale chcę jeszcze przypomnieć dwa zdania z jego świadectwa: ”Bóg zawsze mi pomagał przez wspólnotę. Wierzę w Boga, bo widzę Go w faktach z mojego życia; ja potrzebuję w ciemności mojego życia trzymać Boga za rękę i abym Go nigdy nie puścił”. Moc wspólnoty odczuwało się na INEA Stadionie, było nas, członków Domowego Kościoła, około 4 tysięcy, stadion był biało-brązowy. Biały, bo takiego koloru szaliki przygotowali organizatorzy, brązowy- takie szaliki wyróżniały nas z tłumu. Stadionowa „retoryka” zobowiązywała, byliśmy kibicami Bożej drużyny (wszak biskupi pod przewodnictwem kard.Parolina  wychodzili na murawę stadionu jak zawodnicy na mecz).

Dla mnie najważniejsze słowa wypowiedział biskup Grzegorz Ryś w czasie konferencji przygotowującej zgromadzonych na stadionie do wyznania, że Jezus jest dla każdego z nas Panem i Zbawicielem. Biskup  zadał  pytanie: ”Czy miłość do świata, ludzi, Boga do mnie jest oczywista?” Dalej podał przykład z  Księgi Rodzaju, już na początku stworzenia Bóg widział  niegodziwość ludzi i zasmucił się z tego powodu: „Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się.” (Rdz 6,5-6) Pożądliwość ciała, oczu i pycha są w świecie i dlatego tego świata nie da się kochać. Potem padły następne pytania: Nie cierpię pychy, a pyszałka? Czy potrafisz się modlić za nazistów? Modlisz się za ofiary zamachów terrorystycznych, a za terrorystów? Czy chcemy podpowiadać Bogu, kogo ma kochać? Kto z nas jest bez grzechu? Miłość do świata nie jest oczywista. A co na to Bóg?   ”Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne." J 3,16 Mamy Boga, który objawił się na Golgocie- mówił dalej bp. Grzegorz Ryś- na naszą chciwość odpowiada ubóstwem, na pychę- śmiercią na krzyżu, śmiercią niewolnika, na zazdrość- oddaniem wszystkiego, własnego życia. Bóg bierze mój grzech, staje się moją pychą, zazdrością, chciwością, żeby to umarło razem z Nim na krzyżu. Muszę tylko oddać Mu mój grzech, to mój grzech umrze z Nim razem na krzyżu. Dostanę za to życie wieczne. Życie wieczne, to życie właściwe Bogu. Takie życie, jakim żyje na co dzień Bóg. To znaczy, że mogę mieć w sobie miłość, która jest darem Boga. On ma moc dać ją każdemu, kto wchodzi z Nim w relację albo tylko tego zapragnie. Mogę mieć życie wieczne już tu na ziem, Bóg uzdolni mnie do życia miłością i takiego Boga się nie boję, Taki Bóg mnie kocha, taki Bóg zakochał się we mnie. W tym momencie nastąpiło oddanie życia Jezusowi Chrystusowi:

”Panie Jezu, Ty nazwałeś mnie swoim przyjacielem. Kochasz mnie dzisiaj takiego, jakim jestem. Przyjmuję pełnię Twojej miłości, uznając przed Tobą moją grzeszność. Ty znasz mnie najlepiej i dokładnie wiesz, co dzieje się w moim sercu. Dziękuję Ci, że przebaczyłeś moje grzechy, umierając za mnie na krzyżu. Przepraszam, że nie zawsze żyję zgodnie ze słowami Twojej Ewangelii. Teraz z wiarą wybieram Ciebie, jako mojego jedynego PANA I ZBAWICIELA, oddając Ci moje życie, abyś nim kierował. Potrzebuję Ciebie, dlatego otwieram przed Tobą moje serce. Nie chcę być niewolnikiem niczego, co oddala mnie od Ciebie. Króluj we mnie! Zostań ze mną na zawsze! Ufam Tobie! Amen.”

 

 

Kulminacyjnym momentem spotkania ewangelizacyjnego było odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. Wzruszający moment, kiedy wszyscy zgromadzeni odpowiadali na słowa celebransa, wyznając wiarę. Uczyniliśmy to razem z naszymi braćmi i siostrami z Kościołów chrześcijańskich, podkreślając jedność. Potem zostaliśmy pokropieni błogosławioną wodą. Panu Bogu tak się to spodobało, że otworzył niebo i spadł na nas deszcz łask. W podniosłym nastroju rozpoczęła się Eucharystia sprawowana pod przewodnictwem legata papieskiego kardynała Pietro Parolina.  Śpiew „Bogurodzicy” był pomostem łączącym nas z przeszłością, tak musiała brzmieć ta pieśń pod Grunwaldem (na stadionie śpiewał chór złożony z 1050 osób, ich głosy potęgowała jeszcze właściwa miejscu akustyka). W homilii legata papieskiego szczególnie wybrzmiały słowa: ”Poświecenie, wiara i odwaga minionych pokoleń nie wystarczą, aby iść dalej pewnie i uchronić się przed wszelkim niebezpieczeństwem.” Wiara nie jest nam dana raz na zawsze, trzeba o nią dbać jak o najwspanialszy dar, przekazywać, wzrastać, dawać świadectwo.  Kościół współczesny na nowo musi mieć  wymiar misyjny, abyśmy nie zatracili i nie osłabili radości przynależności do owczarni Chrystusa. W czasie dziękczynnej Mszy św. abp. Gądecki udzielił sakramentu chrztu dwóm katechumenkom – Aleksandrze i Roksanie Anastazji. Chrzest dorosłych to bardzo wzruszająca ceremonia, a jednocześnie puenta rocznicowych obchodów. Przed wiekami i teraz Bóg żyje i działa, przemienia świat, a przede wszystkim nas.

 

 

Co we mnie zostało po przeżyciu jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski?  Duma i poczucie przynależności do narodu chrześcijańskiego, który swoją historię, mam nadzieję na zawsze, związał z Chrystusem. Dlatego wydaje mi się ważne, byśmy pamiętali o modlitwie jubileuszowej:

„Boże nasz Ojcze,

w roku jubileuszu Chrztu Polski

dziękujemy za łaskę wiary,

za Twoje wejście w dzieje każdego z nas i naszej Ojczyzny,

za łaskę, która nam nieustannie towarzyszy.

 

Jezu Chryste, Synu Boży,

Ty jesteś Panem i Zbawicielem każdego z nas.

Pragniemy i prosimy,

abyś kierował całym naszym życiem

osobistym , rodzinnym i społecznym.

 

Duchu Święty, źródło życia i miłości,

wołamy o Twoje dary i charyzmaty,

abyśmy mogli poznać Prawdę,

kochać Kościół,

służyć braciom i siostrom miłością ofiarną

i odważnie głosić współczesnemu światu dobrą Nowinę.

 

Maryjo, nasza Matko i Królowo,

Święci Patronowie naszej umiłowanej Ojczyzny,

Wspierajcie nas swoim wstawiennictwem,

Abyśmy dochowali wierności łasce chrztu świętego.

 

Boże w Trójcy Jedyny,

Bądź uwielbiony,

w naszej historii,

teraz

i na wieki wieków.

Amen.”

Gdzie bylibyśmy bez sakramentu chrztu świętego, jaka byłaby nasza przyszłość? Moja przyszłość?

Danuta Wilkowska

zdjęcia: Artur Pyrek