Rejs szkoleniowy na wyspy wspólnotowe
Dodane przez infrat dnia 28 marzec 2010 23:42

Zapewne nikt się nie spodziewał, że będąc w górach można spotkać tam statek wyposażony w I oficera, którym był ks. Grzegorz Mirosławski, w 3 dzielnych bosmanów, oraz wspaniałą i nieprzejednaną załogę – 14 majtków. Oczywiście na czele naszego statku stał Kapitan, którym był Jezus Chrystus. A wszystko to działo się na drugim turnusie rekolekcji ewangelizacyjnych w Bukowinie Tatrzańskiej w 2010 roku.

W pierwszy dzień płynęliśmy po wielkich wodach Miłości Bożej i odkrywaliśmy ją w sobie i w każdym napotkanym człowieku. Dowiedzieliśmy się o istnieniu planu, jaki Kapitan przygotował każdemu członkowi załogi. Pogoda była dobra, sprzyjał nam wiatr i świeciło piękne słońce. To był wymarzony dzień na wypłynięcie na głębie. Popołudniowy spacer po wyspie pełnej śniegu dał całej załodze wiele radości i pozytywnego zmęczenia, a dym kadzidła unoszący nasze dziękczynienie podczas wieczornej modlitwy rozpalił w naszych sercach jeszcze większy ogień miłości.

Jednak wszystko co dobre szybko się kończy i wieczorem pierwszego dnia na nasz statek wkradł się wielki bunt załogi i bosmanów wobec oficera, którego postanowiliśmy wyrzucić za burtę. Nie spodobał nam się bowiem plan dnia następnego. Bosmani po konsultacji z majtkami postanowili, że w drugi dzień każdy robi co chce. Oficer zniknął. Część załogi grała w karty, część gadała w kajutach, inni oblegali keje, zrobiliśmy też małe zakupy, żeby nie umrzeć z głodu… Ostatecznie doświadczeni nudą i po wprowadzeniu statku na mieliznę, postanowiliśmy odnaleźć I oficera i skruszyć się wobec niego, ponieważ dzień strasznie się ciągnął, nic nie wnosił w życie i byliśmy głodni. Brakowało nam przede wszystkim spotkania z Kapitanem. Oficer dobrze wykorzystał bunt załogi, pokazał jak działa grzech w życiu człowieka, jak niszczy jego relacje z Kapitanem i wprowadza chaos w życie. Ten dzień uwieńczyła nam droga krzyżowa i Adoracja Najświętszego Sakramentu, podczas której można było skorzystać z Sakramentu Pokuty.

{pageBreak}W trzeci dzień nasz ster doprowadził nas do wyspy Zakopane. Byliśmy radośni i bardzo chcieliśmy poznać bliżej Kapitana, do czego przysłużyła się Msza Święta na Krzeptówkach w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej, zachwycanie się bliskością Pana na szczycie Gubałówki, oraz modlitwa wieczorna, podczas której każdy dostał e-mail od Pana Boga i miał możliwość złożenia przysięgi wierności Kapitanowi. Na naszym okręcie pojawiła się flaga z napisem Jezus, która symbolizowała oddanie drogi naszego życia przyjętemu do serca Panu i Zbawicielowi.

Kolejny dzień to dzień, w którym szukaliśmy wiatru, czyli Ducha Świętego, aby nasz statek był prowadzony pełnią wiary, nadziei i miłości. Ponieważ Kapitan tworzył naszą wspólnotę w różnorodności, każdy z nas poszukiwał tam gdzie czuł się powołany – jedni na stoku narciarskim, inni na spacerze, czy zakupach, sprzątaniu, a nawet w kuchni. Każdy szukał czegoś w czym może się spełnić. Wszyscy jednak jednym głosem, wołając „Duchu Miłości wylewaj się nas”, prosili za siebie nawzajem w modlitwie wieczornej, aby Kapitan udzielił każdemu takiego daru jaki jest mu najbardziej potrzebny. Symbolem naszej modlitwy tego dnia była zapalona świeca, którą każdy przy prośbie o konkretne łaski mógł zapalić.
Ostatni dzień naszego pobytu w Bukowinie Tatrzańskiej był przepełniony oczekiwaniem na bal kapitański, podczas którego odkrywaliśmy moc wspólnoty i cieszyliśmy się z dopłynięcia razem i w radości do brzegu naszego rejsu. Bal kapitański rozpoczął się w godzinie miłosierdzia wspólną Eucharystią, po której w rytmie „Panu naszemu pieśni grajcie” dobrnęliśmy na uroczysty obiad. A tam cieszyliśmy się obecnością i dzieliliśmy się naszymi talentami w skeczach, zabawach, rozmowach. Kiedy dzień chylił się już ku końcowi rozwrzeszczana załoga wybiegła na ląd, aby tam w śniegu po pas bawić się w tunel, oraz zaczerpnąć przed snem świeżego powietrza.

Spędziliśmy ze sobą naprawdę niesamowite i wspaniałe chwile. Ale najważniejszym z tego rejsu był dla nas fakt poznania Kapitana i chęć oddania mu prowadzenia statku naszego życia. Modlitwą i dobrą zabawą udało nam się ubogacić siebie nawzajem. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że rejs ten się nie skończył, ale tak naprawdę dopiero zaczął. Mimo, że niejedna mielizna przed nami, to z Kapitanem możemy wszystko, bo On nas umocnił i ciągle umacnia. Za ten czas: chwała Panu.