Triduum w Wiśle (2015) - świadectwo 2
Dodane przez para_diecezjalna dnia 06 maj 2015 16:52
Na Triduum wyjechałam,  niewiele zastanawiając się nad tym, jak to będzie wyglądać. Wszelkie przygotowania przypadły na ostatnie dni, lecz już wcześniej starałam się choć trochę przygotować duchowo.
Na tych rekolekcjach poznałam Domowy Kościół, a przez niego trudy, ale też i piękno macierzyństwa, które daje niesamowicie wspaniałe owoce. Starałam się jak najwięcej czasu poświęcać tam Bogu i prosić Go, o dobre przeżycie rekolekcji. Ten czas modlitwy i czuwania był na pewno dla mnie potrzebny, niestety,  nie był to czas fizycznego odpoczynku. Czułam się całkiem  dobrze na tych rekolekcjach, do czasu.
Po Wigilii Paschalnej radość ogarnęła chyba wszystkich, ale mnie nie. Z jakiegoś powodu było mi bardzo przykro, nie wiem czy to były nieudane próby śpiewania na głosy podczas mszy,  czy też zmęczenie. Nikt mnie przecież nie uraził i byłam wśród przyjaciół. Lecz im większą radość widziałam u innych, tym większą rozpacz czułam w środku. Na słowa pieśni „Zmartwychwstał Pan…” oczy od razu napełniały  się łzami, a przecież tak lubię tę pieśń. Próbowałam śpiewać, lecz nie mogłam.
W tamtych chwilach, po Wigilii, czułam się bardzo opuszczona, pozostawiona bez wsparcia i bez zrozumienia. Pierwszy raz w moim życiu czułam tak wielką beznadzieję, strach przed jutrem i wątpliwości, co do mego zbawienia. W końcu ta noc nie budziła we mnie żadnych pozytywnych emocji. W tamtej chwili nie wierzyłam, że cokolwiek może być już dobrze. Pamiętam tylko, że w ostatniej chwili powiedziałam: Dziej się wola Twoja. Te słowa jednak nie przyniosły mi żadnej ulgi. Jadąc do domu,  czułam lekką ulgę,  że do niego wracam. Uśmiechałam się trochę do innych, aby ich nie zasmucać. Miałam przeświadczenie, że były to najgorzej przeżyte rekolekcje w moim życiu.
Gdyby nie rozmowa z moim stałym spowiednikiem nie umiałabym tego wcale zrozumieć. Dowiedziałam się, że to też była pewnego rodzaju łaska. Łaska przebywania w Ogrójcu, a nie łaska wychodzenia z grobu. Czasami przez takie cierpienie stajemy bliżej Boga, niż gdybyśmy byli radośni. Bliżej Boga, Który oświeca nas Swoim światłem. Dzięki temu odkryłam w sobie te części starego człowieka, których przez tyle lat nie dostrzegałam. Było to umieranie tego starego człowieka we mnie. Moje oczy się otworzyły i ujrzałam, że jeszcze bardzo długa droga przede mną . Lecz dochodzę teraz do wniosku, że warto było jakoś przejść przez to wszystko, ażeby tych kilka rzeczy zobaczyć.

Chwała Panu