Po Diecezjalnym Spotkaniu Duszpasterstwa Trzeźwości
Dodane przez MN dnia 23 luty 2012 16:40


Spotkania takie jak to, które miało miejsce w minioną niedzielę, zawsze ubogacają każdego, kto brał w nich udział. I nie ważne czy był zaangażowany w jego organizację, czy włączał się w jego przygotowanie, czy był „tylko” słuchaczem. Diecezjalne Spotkanie Duszpasterstwa Trzeźwości, bo o nim mowa, to nie tylko czas modlitwy ale też czas świadectwa; zarówno tych, co wyszli z nałogu, ich rodzin, jak również tych, którzy nieuwikłani w problem alkoholu, na co dzień włączają się w walkę o trzeźwość rzeszy Polaków poprzez swoją służbę drugiemu człowiekowi i modlitwę. To także czas radosnego spotkania przy kawie i ciastku; bo nic tak nie łączy jak zgromadzenie się wokół stołu, zarówno tego Eucharystycznego jak i tego kuchennego. Ale od początku…



Miejsce spotkania nie zostało wybrane przypadkiem. Kościół przy ul. Jagiellońskiej w Sosnowcu to Diecezjalne Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. To tu jeszcze przed godziną 15 zaczęli gromadzić się ci, którzy odpowiedzieli na zaproszenie Diecezjalnego Duszpasterza Trzeźwości, aby punktualnie o godzinie 15:30 rozpocząć modlitwę Koronką do Bożego Miłosierdzia. Przepraszając za wszelkie zło spowodowane nieodpowiednim i nadmiernym korzystaniem z alkoholu, błagaliśmy o trzeźwość, dojrzałość i odpowiedzialność dzieci, młodzieży i dorosłych. Następnie wszyscy uczestniczyliśmy w Eucharystii, podczas której Słowo Boże wygłosił ks. Krzysztof Bendkowski. A ponieważ nie ma mądrzejszych słów, niż słowa płynące z Ewangelii, to właśnie do niej odniósł się kapłan (Mk 2,1-12). Mówiąc o walce z alkoholizmem podkreślił, że nie jest to walka osamotniona. Nikt bowiem sam nie wygra z żadnym nałogiem ale potrzebuje do tego wspólnoty, tak jak paralityk, którego przyniosło czterech. Ważne jest zatem działanie wszelkich instytucji społecznych i kościelnych. Trzeba szukać pomocy wszędzie i na wszelkie sposoby, chwytać się wszystkiego co dobre i co daje nadzieję na wygraną. To często wymaga wysiłku zarówno fizycznego jak i umysłowego. Czterej, którzy przynieśli paralityka z jednym i z drugim wysiłkiem mieli do czynienia. Nieśli bezwładnego, dorosłego mężczyznę, a kiedy zobaczyli tłum, przez który nie mogli przedostać się do Jezusa, znaleźli inną drogę- wspięli się na dach. Właściciel domu, który poniósł straty związane z rozbiórką dachu chyba nie miał o to pretensji, ponieważ Ewangelia nic o tym nie wspomina. W walce z nałogami i nam przyjdzie ponieść nie jedną ofiarę ale trzeba nam pamiętać, że CZŁOWIEK JEST WAŻNIEJSZY NIŻ MATERIA. Ile razy o tym zapominamy? Nie zapomnieli o tym czterej, którzy zdobyli się na odwagę, a Jezus uczynił im to, o co prosili- uzdrowił paralityka. Warto jednak zwrócić uwagę, jakimi słowami się posłużył. Nie powiedział od razu: „weź swoje nosze i chodź” ale: „odpuszczone są twoje grzechy”. U podstaw każdego nałogu leży grzech. Po alkohol nie sięgają ludzie szczęśliwi ale tacy, w których życiu coś się pogmatwało. Im także jest potrzebna uzdrawiająca moc przebaczenia aby na nowo stanąć na nogi. A co stało się z czterema? Właściwie nic o nich nie wiemy, nie znamy imienia ani jednego z nich, nigdy później Ewangelia o nich nie wspomina. Dlaczego? Bo oni nie robili tego dla rozgłosu ani dla ludzkiego uznania. Nasza pomoc też często jest anonimowa, może nawet taka powinna być. Należy jednak pamiętać, że „to co uczyniliśmy jednemu z tych braci naszych najmniejszych” uczyniliśmy samemu Jezusowi, który „widzi z ukrycia i odda Tobie”.



Pod koniec Eucharystii przyszedł czas na świadectwa. O ile w zeszłym roku swoim doświadczeniem dzieliły się z nami osoby uwikłane w chorobę alkoholową, o tyle w tym roku były to osoby żyjące z alkoholikami. Myślę, że świadectwa nie ma co streszczać, bo można byłoby je przeinaczyć albo spłycić  a były naprawdę bardzo ubogacające. Kto nie był- niech żałuje. Jedyne o czym chciałabym napisać, to ostatnie słowa: „najważniejsza jest miłość. Nic więcej”. Niby nic nadzwyczajnego- słowa, które padają tak często, że czasem zaciera się powaga tych słów. Słowa znane od dawna, bo już w Piśmie Świętym czytamy: „Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość-  te trzy: największa z nich jednak jest miłość”. Ale takie słowa, wypowiedziane ustami kobiety, która od najbliższej osoby doświadczyła wiele zła- naprawdę robią wrażenie.



Nakarmieni Bożym Słowem i Ciałem, ubogaceni świadectwem bliźniego, udaliśmy się na spotkanie przy kawie i ciastku. Mogliśmy wówczas trochę lepiej się poznać, podzielić tym co robimy na co dzień-jak angażujemy w walkę z nałogami. I choć niektórzy mieli miejsca stojące to myślę, że we wszystkich sercach panowała atmosfera wzajemnej serdeczności i radości.



Jeszcze długo w moich uszach będą brzmiały słowa wypowiedziane podczas homilii, które były parafrazą hasła znanej kampanii społecznej: KOCHAM WIĘC NIE PIJĘ. Osoby żyjące z problemem alkoholowym mogły pomyśleć sobie: ważna jest dla mnie moja rodzina, nie chcę ich krzywdzić- KOCHAM WIĘC NIE PIJĘ. Mi po raz kolejny ukazały sens dzieła Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Ważny jest dla mnie los moich braci zniewolonych przez alkohol, chce im pomóc moją abstynencją- KOCHAM WIĘC NIE PIJĘ.



Aneta Białek