Papa odszedł
Dodane przez infrat dnia 03 luty 2010 16:35

Śmierć Zbigniewa Herberta, w drugiej połowie lat '90 ubiegłego stulecia, pobudziła mnie i mojego przyjaciela do refleksji: oto odszedł jeden z naszych autorytetów, ktoś kogo słowa miały na nas wpływ. Jednak powiedzieliśmy sobie wtedy - jest jeszcze przecież Czesław Miłosz, Wisława Szymborska, Jan Nowak Jeziorański, Tadeusz Mazowiecki są jeszcze inni, którzy nas prowadzą, pokazują co to znaczy być człowiekiem, co to znaczy mieć wartości, jak być patriotą i jak kochać Boga. Są jeszcze Ci, których trzeba słuchać, którzy nas kształtują. Jest przecież z nami ten najważniejszy z naszej listy - Jan Paweł II, nasz umiłowany.

Serce mi pęka, kiedy Papa odszedł. Widzę Go w telewizji i płaczę. Papa odszedł i "nie ma Go tu". Przecież od tak dawna widziałem, jak powoli gaśnie - nie mogę jednak w to uwierzyć. "Nie ma Go tu".

Należę do pokolenia, które On wychowywał; był obecny przez całe moje życie: czekał na mnie, kiedy się urodziłem, wprowadzał mnie w dorosłość, dawał mi rady jak żyć. Jest moim ojcem - starał się mnie prowadzić, chciał mnie ustrzec przed popełnieniem błędów; wiedział, że nie zawsze Go słucham i że moje błądzenie jest wpisane w drogę do Pana Boga. Od wczesnego dzieciństwa pamiętam Jego obecność - choćby na zdjęciu w domu moich dziadków, choćby z mojej pierwszej pielgrzymki, z każdego wzruszenia, które mnie ogarniało, kiedy On się uśmiechał, kiedy mówił do nas, kiedy cierpiał. A jednak - jako katolik i jako Polak - przyznaję: nie wykorzystałem daru tego pontyfikatu w pełni. Chociaż niejednokrotnie czułem zmysłami, jak Duch Boży towarzyszy krokom i słowom Ojca świętego, to niewysłowione Dobro, które jednoczyło ludzi - wiem, że w odczuciach tych nieraz zagubiłem sens przesłania Namiestnika Chrystusa. Nieraz zatrzymałem się na wrażeniu, jakie ten człowiek na mnie wywierał (jak On mi patrzył w oczy; jak On potrafił pokazać mi, że mnie kocha). Mimo tego, że nie zawsze potrafiłem sprostać apelom papieża, doświadczyłem dzięki Niemu żywej obecności Ducha Świętego w Kościele, doświadczyłem miłości Chrystusa. To uczyniło mnie wierzącym. Dzisiaj, kiedy "nie ma Go tu", na nowo przysłuchuję się Jego słowom. Zadaję sobie pytanie: Panie Boże, co Ty chcesz mi powiedzieć przez ten pontyfikat, przez świadectwo tego świętego człowieka? Przeprowadzam ewangeliczną rewizję życia z przesłania, jakie dał nam Ojciec święty. Przyznaję też: nigdy Jego głosu nie słyszałem wyraźniej niż teraz, kiedy nie może już mówić.

{pageBreak}

Słucham świadectwa Jego cierpienia. Wiem, że zostało ofiarowane również za mnie. Pierwszą pielgrzymką papieża poza Watykan były Jego odwiedziny chorych w rzymskim szpitalu. Od samego początku swojego pontyfikatu Jan Paweł II im towarzyszył. Sam był wtedy sprawny fizycznie, cieszył się dobrym zdrowiem: jeździł na nartach, chodził po górach. Jeszcze przed zamachem z 13 V 1981 r., który rozpoczął fizyczne cierpienia Ojca świętego, ułożył On krótką modlitwę - oddawał w niej Dobremu Bogu pod opiekę chorych i cierpiących, ale napisał również, że przeczuwa, iż czeka Go podobny los, że sam będzie chorym i cierpiącym. Już wtedy w modlitwie tej powierzał tych, którzy będą Go pielęgnować, leczyć, dla których będzie ciężarem. Powtórzył to w połowie lat '90 XX w.: powiedział, że zdał sobie sprawę z tego, że musi wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie nie tylko modlitwą, ale i cierpieniem. Wszyscy byliśmy tego świadkami. Nie mógł poruszać się o własnych siłach: jeździł na tzw. tronie - nie było to jednak nic innego jak wózek inwalidzki. Jego ciało niszczyła choroba Parkinsona. Potykał się i przewracał. Widzieliśmy ból i łzy na Jego twarzy. Jego dławiony krzyk cierpienia. Widzieliśmy jak powoli umierał. Jak był dzielny, silny duchem. Pokazał nam, co to znaczy kochać konsekwentnie, co to znaczy posiadać siebie w dawaniu siebie. Pokazał nam, że żyć chrztem świętym, to być wpisanym w mękę i śmierć Jezusa Chrystusa. Tak jak nasz Zbawiciel niósł Krzyż i został na nim ukrzyżowany.

Słucham świadectwa Jego śmierci. Pierwszy raz Pan Bóg dał mi doświadczyć towarzyszenia umierającemu w jego ostatniej drodze. To trwanie przy łożu śmierci Ojca świętego pozostawia we mnie głęboki ślad. Nowymi oczyma ujrzałem Kościół Święty, dar i cenę życia we wspólnocie. Na nowo nawróciłem się do Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Papież pięknie umierał: w domu, wśród bliskich osób, przy Słowie Bożym, modlitwie, po przyjęciu sakramentów świętych; pogodnie i radośnie gasł. Pokazał nam, że śmierć jest przejściem do lepszego życia, że nie należy się jej bać, że można się do niej dobrze przygotować. Pokazał nam, że żyć chrztem świętym to być wpisanym w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Chciałbym umierać tak, jak On. Piękna śmierć po pięknym życiu. W czasach cywilizacji śmierci jest ta śmierć dla nas znakiem nadziei, wiarygodnym świadectwem. Dziękuję za to Bogu - jak również za to, że nałożyła się ona z inną, tragiczną śmiercią: eutanazją Amerykanki, która podzieliła świat. To dla mnie wyraźny znak od Dobrego Boga - bowiem każdy z nas został postawiony przed wyborem: jak chcesz umrzeć? Czy tak, jak święty człowiek, czy też zagłodzony na śmierć z woli najbliższych, zgodnie z szatańskim prawem, które sobie sam możesz ustanowić? Wybieraj. {pageBreak}

Słucham świadectwa Jego miłosierdzia. Od samego początku swojego pontyfikatu Jan Paweł II ogłaszał prawdę o Bożym miłosierdziu. Napisał o nim swoją drugą encyklikę "Dives in misericordia". W czasie wojny pracował w zakładach chemicznych - udając się do nich codziennie wstępował do kościoła w krakowskich Łagiewnikach. Po latach kanonizował siostrę Faustynę Kowalską i konsekrował tamże sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Jako pierwszy papież ofiarował cały świat i ludzkość Bożemu Miłosierdziu. Ustanowił święto Bożego Miłosierdzia - a 10 lat później umarł, co prawda w sobotę, ale już po pierwszych nieszporach drugiej niedzieli wielkanocnej, czyli w niedzielę Bożego Miłosierdzia. Wielkim pragnieniem Ojca świętego było, aby tego dnia miliony ludzi przychodziły do kościołów i zawierzało swoje życie Miłosiernemu Bogu. Pragnienie to przypieczętował Dobry Bóg powołując swojego namiestnika, wielkiego świadka Bożego Miłosierdzia, do Siebie w tym właśnie czasie. Papież czynił miłosierdzie wszędzie dokąd pielgrzymował. Czynił je również przez swoją modlitwę i cierpienie. Pokazał nam, że żyć chrztem świętym to być miłosiernym uczniem Chrystusa, to być wpisanym w życie Zbawiciela - życie przepełnione miłosierdziem.

Nie może już mówić? Papa odszedł? On nadal mówi. On żyje. Wspólnie z Chrystusem umierał - według Bożej obietnicy wspólnie więc z Nim żyć będzie. Papież umarł w dniu Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Uwielbia teraz Boga przed Jego tronem w Królestwie Niebieskim. Papa teraz śpiewa pieśń uwielbienia: Święty, Święty, Święty. Jest odziany w białe szaty, a w ręku Jego palma. I głosem donośnym woła: Zbawienie w Bogu naszym, Zasiadającym na tronie, i w Baranku. Przyszedł z wielkiego ucisku i opłukał swe szaty, we krwi Baranka je wybielił. W Świątyni Boga cześć Mu oddaje we dnie i w nocy. A Zasiadający na tronie rozciągnął namiot nad Nim. Nie będzie już łaknąć, ani nie będzie już pragnąć, i nie porazi Go słońce, ani żaden upał, bo pasie Go Baranek, który jest pośrodku tronu, i prowadzi Go do źródeł wód życia i każdą łzę otrze Bóg z Jego oczu (por. Ap 7, 9-17). Oto zyskaliśmy orędownika, który przez swoje wstawiennictwo jeszcze pełniej służy Kościołowi, nam. Nigdy nie był tak blisko nas - teraz w każdej chwili możemy udać się na prywatną audiencję do świętego papieża. Zwłaszcza, że Jan Paweł II wyszedł spośród nas. Wiem, że Ojciec święty mnie kocha i będzie się mną opiekował. Dalej będzie przyprowadzał mnie do Chrystusa. Wyszedł spośród nas i zna nas. Był z nami na Dniach Wspólnoty, zawierzył nasz Ruch Niepokalanej, przyjaźnił się z ojcem Franciszkiem Blachnickim. Oazową pieśń miał w uszach, kiedy usłyszał decyzję konklawe. Dobrze o nas mówił. Pokazał nam jak realizować charyzmat Światło-Życie. Jan Paweł II zawsze jednoczył nas pomiędzy sobą - najbardziej wtedy, kiedy pogodnie gasł. Dziękuję Bogu, że to doświadczenie mogłem przeżywać we wspólnocie.

{pageBreak} Przekonany o świętości tego człowieka, już od momentu Jego śmierci, modlę się za Jego wstawiennictwem. Wiem, że wkrótce zostanie ogłoszony przez Kościół świętym Janem Pawłem II Wielkim. To nas Polaków niewątpliwie wzmocni, papież znów nas zjednoczy, nadal będzie nas przyprowadzał do Chrystusa. Wiem również, że trzeba nam teraz modlić się za kardynałów, którzy na konklawe będą obierać następnego namiestnika Chrystusa. Wiem, że wielu spośród nas wróci do słów, które wypowiedział do nas Ojciec święty, że uważniej Go posłuchamy, że przejmiemy się bardziej Jego wskazówkami - danymi nam przecież za Jego pośrednictwem od samego Boga. Wiem, że następny papież będzie potrzebował modlitwy Polaków. Mam nadzieję, że nie zamkniemy się w swoim cierpieniu i przekonaniu, że takiego papieża już nie będzie. Teraz uczymy się pełniej doceniać łaskę, jaką dał nam Dobry Bóg powołując spośród nas pasterza Kościoła Świętego. Dopiero teraz otwierają się nam oczy na tak wiele spraw - dobrze jednak, że to się dzieje. Może dojrzejemy do tego, aby wierniej słuchać i wspierać następnego papieża. Niech iskra z umiłowanej Polski, zapowiedziana św. Faustynie przez Jezusa Chrystusa, nie zgaśnie wraz ze śmiercią Jana Pawła II. Niech nas rozpali. Niech przyczyni się do naszego nawrócenia. Niech nas przemieni i uczyni z nas nowych ludzi, nowy naród. Niech nas prowadzi i będzie dla nas światłem, bowiem pochodzi ona od samego Zbawiciela. Niech jeszcze większa chwała Pana naszego się przez nią objawia. Niech nadal owocuje ku chwale Boga Ojca. "Niech zstąpi Duch Twój. Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi."

Uwielbiajmy Boga za dar pontyfikatu Jana Pawła II i trwajmy w oczekiwaniu na radosny dzień Jego kanonizacji. Z radością oczekujmy też nowego pasterza Kościoła - niech Dobry Bóg Mu błogosławi.

Adrian Ligęza adusiekus@poczta.onet.pl