Ostatnie artykuły

Wspólnoty i Kręgi



Świadectwa





Lubię To!




Diakonia Wyzwolenia
"Obdarowani życiem, by służyć życiu"

| Wicej


 

Żyjemy.
Ale czy ktoś zastanawia się dzisiaj co to znaczy? Czy w szarej codzienności: gęstwinie obowiązków, zmartwień i chorobliwego braku czasu życie nie stało się dla nas oczywistością tak banalną, jak to, że po nocy przychodzi dzień? A przecież musiało zgrać się ze sobą tyle skomplikowanych procesów… Moi rodzice musieli w pewnym wycinku historii spotkać się ze sobą; dwoje spośród milionów istnień ludzkich. Musieli obdarzyć się uczuciem, które otworzyło mi drogę do zaistnienia we wszechświecie. Wreszcie akt miłości małżeńskiej, tak bardzo cielesny, musiał zostać przypieczętowany duchowym błogosławieństwem Boga, aby w ten sposób powstał CZŁOWIEK- JA – byt cielesno-duchowy, potrzebujący wiele czułości, miłości i opieki.
 
Nad tajemnicą i fenomenem ludzkiego życia pomagał nam się pochylić ks. Grzegorz Koss; kapłan, lekarz, bioetyk, Dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Rodzin oraz Centrum Służby Rodzinie i Życiu w Sosnowcu.
Żyjemy, to znaczy zostaliśmy obdarowani życiem, a tym samym powołani do odkrywania i zachwycania się prawdą o tym życiu i jego wartości. Prawda ta ma przemieniać naszą egzystencję. A tymczasem coraz częściej życie ludzkie jest deptane i niszczone. Dlaczego? Żeby odpowiedzieć na to pytanie musimy uświadomić sobie z czego wynika wartość ludzkiego życia.
 
Na świecie żyją mikroorganizmy, rośliny i zwierzęta „no i jesteśmy my” – istoty zdolne nie tylko do egzystencji, ale także do rozumowania, do abstrakcyjnego myślenia, do poznawania świata w sposób głęboki, a co za tym idzie do panowania nad nim. Bóg nie dał nam wszystkiego co ma współczesność; dał nam rozum, abyśmy z niego korzystając tworzyli wspaniałe rzeczy. Obok rozumu dostaliśmy wolność, czyli zdolność wybierania tego co bardziej wartościowe. Jej szczególnym przejawem jest miłość wyrażająca się w służbie drugiemu człowiekowi. To właśnie miłość jest pierwiastkiem Boga w człowieku, to ona jest źródłem naszego życia, które pochodzi od Boga. Zatem wg słów Pisma: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię…” (powołałem cię); żadne istnienie ludzkie nie jest przypadkowe, każde jest chciane i zaplanowane. Nikt z nas zatem: „nie jest powołany dlatego że żyje, ale żyje dlatego że został powołany”. Według ciała pochodzimy więc od rodziców, ale mamy także duszę, co razem sprawia, że jesteśmy istotami cielesno- duchowymi. Czyste duchy to anioły, cielesne są bakterie, rośliny, zwierzęta. My stoimy na szczycie ziemskich stworzeń. Wszystko to sprawia, że ludzkie życie zasługuje na największy szacunek od momentu poczęcia do naturalnej śmierci.
 
I TAK: Człowiek nie może być zapoczątkowany w byle jakich warunkach, bo nie jest byle kim; a jedynie poprzez akt miłosny rodziców, w którym oddają się oni sobie w sposób cielesny i duchowy. Jest to jedyne właściwe miejsce do godnego przekazania życia.
 
I DALEJ: Człowiek poczęty nie może być traktowany przedmiotowo; co oznacza,  że nie można wykorzystywać go do pozyskania obranego przez siebie celu, nawet gdyby był szlachetny.
 
AŻ WRESZCIE: Życie ludzkie nie może być niszczone. Unicestwienie życia w sensie fizycznym jest najdotkliwszym wyrazem pogardy.
Po takim wstępnie przeszliśmy do tematu In vitro, jakże głośnego i kontrowersyjnego w ostatnim czasie. Ta metoda technicznego sposobu produkowania człowieka godzi we wszystkie w/w wyrazy szacunku do istoty ludzkiej.
 
I TAK: Człowiek poczęty jest w laboratorium przy pomocy sprzętu technicznego oraz pracownika, który tylko wykonuje obowiązki wynikające z jego wykształcenia . Poczęcie to jest oderwane od miłości, bo rola rodziców sprowadza się (w najlepszym wypadku) do dawców komórek. (Osobiście pomyślałam sobie, że  rodzice chcą uczestniczyć w najważniejszych momentach życia dziecka: ojcowie coraz częściej chcą być przy porodzie, w różny sposób uwieczniane są takie wydarzenia jak pierwsze słowa, pierwsze kroki… celebruje się wręcz pierwszą rocznicę urodzin. A tu? Z własnej woli pozbywa się możliwości, a wręcz obowiązku uczestniczenia w pierwszym, najistotniejszym momencie - poczęciu, zaistnieniu. Skazuje się wręcz dziecko na „powstawanie” z dala od miłości rodzicielskiej, z dala od ich obecności.).
 
I DALEJ: Człowieka traktuje się jak produkt. Celem jest ciąża i chęć posiadania dziecka. Wiele przedmiotowo traktowanych embrionów/ dzieci posłuży do wyprodukowania jednego podmiotowego, które będzie miało szanse się urodzić. Tu nie ma szacunku dla każdego z nich- liczy się cel, szacunek pojawi się później ale tylko w stosunku do tego jednego. Tutaj cel zdaje się uświęcać środki.
 
AŻ WRESZCIE: Rodzice świadomie godzą się na zabicie kilku/kilkunastu/kilku… embrionów, aby przeżyło jedno. Godzą się na śmierć swoich dzieci: Stasia, Agatki, Piotrusia, Wiktorii, Oliwiera… aby to jedno pożądane przeżyło.
 
Statystyki mówią same za siebie. W Wielkiej Brytanii w ciągu roku zanotowano: 
- 3,5 mln wyprodukowanych embrionów (3 500 000),
- 1,7 mln wyrzuconych embrionów (1 700 000); nie licząc tych, które wprowadzone do łona matki obumarły,
- 235 tys. ciąż (235 000)
Czy to służy życiu? 235 tys. z 3,5mln?! Tutaj trzeba sobie jasno i wyraźnie odpowiedzieć: NIE! Tutaj dziecko poczyna się w warunkach laboratoryjnych, człowiek traktowany jest przedmiotowo, a życie ludzkie jest niszczone. Skąd więc tak wielkie poparcie dla tej metody? U jego podstaw leży zniewolenie, które można zobrazować następującymi postawami, opisanymi przez Ks. Franciszka Blachnickiego:
Człowiek konsumpcyjny, czyli taki, który w centrum stawia siebie  i swoje potrzeby. Nie jest ważne w jaki sposób je zrealizuje, najważniejsze jest żeby je zaspokoić;
Człowiek stada, czyli taki, który nie myśli indywidualnie, nie zastanawia się, ale jest manipulowany przez innych ludzi. Kieruje się tym co usłyszy w radio, telewizji, przeczyta w gazecie itd.;
Człowiek żyjący jakby Boga nie było, czyli człowiek zamknięty na osobową relację ze Stwórcą. Jest to człowiek tracący wrażliwość na Boga i przez to również wrażliwość na człowieka. 
 
A świat woła głośno: Chcesz dziecka? My ci je możemy dać. Zarzuca cierpiące pary, borykające się z niespełnionymi marzeniami o rodzicielstwie, kolorowymi obrazkami uśmiechniętych bobasów i ich rozpromienionych szczęściem rodziców. Informacje bazujące na emocjach, wyzute ze zdrowego rozsądku, które podrasowane są głosem mediów: jesteś przeciw in vitro = jesteś zacofany, jesteś przeciw nauce. Jak daleko jeszcze posuną się w imię pseudo cywilizacji?! Chcesz dziecko - ok., chłopca czy dziewczynkę? Nie ma problemu. A może blondyna o niebieskich oczach?  Może interesują Cię konkretne cechy, a może zdolności, o których jako dziecko marzyłeś… a może ma być głuche (bo i taki przypadek się zdarzył)?! Czego jeszcze zażyczy sobie rozkapryszony człowiek? Jak długo i na jaką skalę będziemy produkować cywilizację ludzi poranionych naszym widzi mi się. Kościół mówi: Są inne sposoby- naprotechnologia, adopcja… tutaj człowiek jest darem a nie produktem.
 
Gdzie w tym wszystkim rola chrześcijanina?  Ks. Koss w ostatnich słowach bardzo wyraźnie zarysował zadania stawiając je w szczególny sposób przed członkami i sympatykami Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Trzeba wyzwalać człowieka z bezmyślności i z postawy konsumpcyjnej, pokazując mu piękno życia dla bliźniego i co najważniejsze trzeba otwierać go na Pana Boga. Niech te słowa przyświecają nam wszystkim i niech każdy z nas, tak jak nasz gość, zachwyci się prawdą o ludzkim życiu. Bo w Jego oczach ten zachwyt było widać bardzo wyraźnie.
 
Aneta Białek
 
Wygenerowano w sekund: 0.00
8,306,826 Unikalnych wizyt