Ostatnie artykuły

Wspólnoty i Kręgi



Świadectwa





Lubię To!




Niedziela (27.02.2011)


ROZWAŻANIE

Rok 2011 jest czasem, w którym na dobre rozkwitła ucieczka od jednoznaczności. Jest to również czas, kiedy prawda sama w sobie staje się wartością deficytową, a kluczem jest istnienie dowodu. Połączenie tych trzech tendencji oraz niezbyt wnikliwa nawet obserwacja rzeczywistości pozwala stwierdzić, że coraz częściej szuka się dowodu na niepowiedzenie nieprawdy niż na zgodne z rzeczywistością kształtowanie wypowiadanych sądów czy przekazywanych informacji. Niejednoznaczność jest metodą odwrócenia uwagi - wprowadzenie zamętu w tok myślowy interlokutora jest kluczem do sprowadzenia jego toku myślenia na tory, którymi chciałoby się, żeby podążał. Takie działanie nie jest nastawione na prawdę, ale na uzyskanie określonego z góry efektu. Nawet jeśli zastosowane w zbożnym celu, to wykorzystywane z premedytacją jest zachowaniem nieuczciwym, o ile w stanie niepełnej informacji rozmówca jest pozostawiony.

Strategia taka w rozgrywkach interpersonalnych jest skuteczna dopóty, dopóki jesteśmy: primo, osobą posiadającą inicjatywę, secundo, osobą przynajmniej tak samo sprawnie poruszającą się na tej płaszczyźnie, co przeciwnik. Przeciwnik, bo szermierce słownej daleko do sztafety, której celem jest obopólna korzyść. Niejednoznaczność jest także celem. Wprowadzenie przekonania, że wszystko jest relatywne, jest już o krok od przekonania rozmówcy, że w danej sytuacji ta konkretna decyzja jest dlań korzystniejsza. Taka metoda ucisza sumienie, bo przecież każde rozwiązanie niesie ze sobą szereg wad i zalet, a wobec takich należy wybrać to, które korzystniejsze jest dla decydenta, bez względu na udział procentowy w decyzji - metoda stosowana jest tak samo na poziomie wyborów o zasięgu ogólnokrajowym (tu zwane jest to dyplomatycznie kampanią), jak na szczeblu decyzji grupy kilkuosobowej (np. zarządy, komisje parlamentarne).

Wrażenie bycia osaczonym, a taki jest efekt uboczny stosowania tego typu strategii, powoduje rezygnację z jakichkolwiek pewników, punktów stałych rzeczywistości. Brak możliwości odwołania do sprawdzonych schematów - w przypadku decyzji na płaszczyźnie ekonomicznej - czy istoty wyższej lub nadrzędnego prawa - w przypadku sfery moralności - pozbawia podejmowane działania spójności, ten brak zaś jest już o krok od wycofania się z bycia konsekwentnym.

Jednym ze sztandarowych mechanizmów takiej manipulacji jest idea agnostycyzmu. Matematycznie po trosze uzasadniona. Nie można stwierdzić ani że Bóg istnieje (wszak czy ktoś z nas dotknął wyobrażenia Boga jako muskularnego starca, jak zazwyczaj przedstawiany jest na obrazach), ani że nie (czy ktokolwiek zna dowód na to, że Bóg nie istnieje?). Przyjęcie zatem, że nie można ani w Boga wierzyć, ani przyjmować postawy ateistycznej, jakkolwiek uzasadnione dla racjonalisty, dla człowieka podejmującego rozważania na gruntu etycznym jest absolutnie nie do przyjęcia. Taka "decyzja" jest tak naprawdę brakiem decyzji, jest ucieczką od wyboru. Jest klasycznym przykładem bycia letnim - ani zimnym, ani gorącym. Opona nie może być trochę przebita.

Ewangelia przeznaczona na tę niedzielę stawia przed nami wybór między Bogiem a Mamoną. Jezus kategorycznie zabrania sytuacji, w której taka decyzja nie jest podjęta. Wybór między światem a Bogiem podjęty być po prostu musi, nie da się wybrać obu opcji, ani wybranych elementów z każdej. Zaraz potem zachęca do wyboru drogi, którą wskazuje swoim życiem. Jesteśmy zapewniani, że jeżeli wybierzemy drogę Ojca, nie będziemy musieli troszczyć się o sprawy doczesne - troszczyć się o nie będzie bowiem za nas Bóg. "Jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie".

Bezgraniczne zaufanie nie przychodzi łatwo, następuje często siłą przyzwyczajenia. Zaufanie kilkuletniego dziecka do matki nie jest sprawą analizy intelektualnej ani wynikiem długotrwałego dyskursu z szerokim gronem doradców. Pamięć człowieka jest jednak zawodna, Bóg zatem wykorzystuje okazję do przypomnienia, że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi. Tak jak matka wydaje dziecko z siebie, i ze wszystkich sił o nie się troszczy, tak i Stwórca nie zapomina o Swoim potomstwie. Prorok Izajasz nie podaje w pierwszym czytaniu tak szerokiej egzemplifikacji, jak Chrystus w perykopie Ewangelii, jednak przykład jest bardzo wymowny - stawia troskę Boga ponad troskę osoby uznawanej za najbardziej opiekuńczą. Chrystus dokonuje porównania na innej płaszczyźnie - jako ci, dla których Bóg przeznaczył możliwość przebywania ze sobą, stawia opiekę nad nami wyżej niż opiekę nad przyrodą, która poddana została człowiekowi w trakcie dzieła stworzenia. Skoro pamięta On o bytach mało użytecznych i niezdolnych do miłości, jak mógłby zapomnieć o nas, których kochać nauczył?

Centralizacja uwagi na doczesności, niejako wnikająca w nas od początku istnienia, przesuwa jednak wszystko, co związane ze Stwórcą, na plan dalszy. Wypracowana siłą przyzwyczajenia praktyka religijna jest wyzuta z refleksji i pozbawiona relacji - jeżeli zaś ta relacja się pojawia, to - będąc kształtowaną według własnego widzimisię - staje się taką, jaką bywa zazwyczaj relacja podległości w stosunkach międzyludzkich - albo żądaniem, albo pretensją. Żądaniem, żeby Bóg spełnił wszystko, o cokolwiek poprosimy lub pretensją, że jeszcze tego nie zrobił.

Nieprawidłowość takiej postawy wytyka św. Paweł we fragmencie Listu do Koryntian. Człowiek przyjmuje postawę sędziego. Przyjmuje ją w stosunku do bliźniego - co jest czynnością zupełnie niepotrzebną. Człowiekowi absolutnie do niczego nie jest potrzebna w relacjach z bliźnim jego ocena. W logice Chrystusa ani nie wolno odmówić pomocy człowiekowi dlatego, że jest zły, ani nie zależy pomóc człowiekowi dlatego, że jest dobry. Pomóc należy bezwzględnie, a wynikać ma to z naszej woli i pragnienia podążania drogą, którą On nam proponuje. Sądzenie Boga jest czynnością, do której jako istoty nieporównywalnie mniejsze nie mamy nawet nadziei na zdolność, jest zwykłą ludzką pychą. Mając pretensje do Boga, stajemy niejako w postaci sędziego. Wyrzucamy Mu zachowanie, które - w naszym mniemaniu - jest sprzeczne z rozwiązaniem najkorzystniejszym. Zapominając jednocześnie, że to On, a nie my sami, ma dla naszego życia bardzo konkretny (i, patrząc długofalowo, bardzo korzystny) plan.

Tomasz Jaskuła

KOMENTARZ

Dzisiejsza liturgia słowa pokazuje nam jak powinno wyglądać nasze zaufanie do Boga. Powinniśmy oddawać Mu się bezgranicznie, być jak lilie, które rozwijają się jedynie dzięki łasce Bożej. Bóg jest naszym jedynym Panem. Tylko w Nim mamy życie. Bóg nas kocha. Zawsze będzie o nas pamiętał.

Justyna Wadowska i Ewa Borowska


Powiązane newsy:

News


Brak opublikowanych newsów

RSS-Feeds
Wygenerowano w sekund: 0.03
8,278,717 Unikalnych wizyt