Ostatnie artykuły

Wspólnoty i Kręgi



Świadectwa





Lubię To!




Droga Krzyżowa "Poznaj Jego Miłość"


 

Wstęp

Każdy wie, do jakiego życia zachęca ten świat. Każda epoka ma swoje słowa klucze - teraz na szczycie listy przebojów mamy popularność, pieniądze, karierę. To, czego chce dla nas Bóg, nie zmienia się. Na pierwszym miejscu stawia miłość.

Nie ma miejsc ex aequo. Chcąc wybrać, trzeba wybrać jedną z dróg. Na czym polega Jego miłość? Powstało wiele traktatów na ten temat.

Ale można inaczej. Można tę miłość zobaczyć. Prześledzić ledwie kilka godzin, by zobaczyć, jak potrafi kochać.

 autor: Tomasz Jaskuła

Współautorem rozważania szóstej stacji jest Adrian Kubacki - bardzo dziękuję za pomoc.

 

 

Stacja I: Jezus na śmierć skazany

Polecenie to bowiem, które ja ci dzisiaj daję, nie przekracza twych możliwości i nie jest poza twoim zasięgiem. Nie jest w niebiosach, by można było powiedzieć: «Któż dla nas wstąpi do nieba i przyniesie je nam, a będziemy słuchać i wypełnimy je». I nie jest za morzem, aby można było powiedzieć: «Któż dla nas uda się za morze i przyniesie je nam, a będziemy słuchać i wypełnimy je». Słowo to bowiem jest bardzo blisko ciebie: w twych ustach i w twoim sercu, byś je mógł wypełnić. [...] Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego. (Pwt 30,11-14.19-20a)

 

Trzy lata głoszenia Słowa, znaków i cudów na niewiele się tutaj zdało - ci, którzy byli przeciwni Jezusowi od początku, postanowili ostatecznie odrzucić Jego naukę. Podjęli decyzję, nie będąc świadomymi jej przyczyn i skutków. Jezus jasno wskazywał, która droga jest lepsza.

Ale wielu było takich, którzy zdecydowali inaczej. I również ty na taką decyzję masz szansę - może ona odmienić całe twoje życie, możesz dać sobie szansę na dobro, jakiego nie jesteś w stanie pojąć i jakiego się nie spodziewasz. Możesz to dobro przyjmować, ale możesz też je czynić - jeżeli chcesz.

Powiedzieć "tak" - to zaufać. Oddać pierwsze miejsce w swoim życiu i dać się prowadzić Bogu, godząc się, że to On wie lepiej. Przyjmować nie tylko to, co łatwe, z wiarą, że każda trudność służy większemu dobru.

To "odważyć się na Miłość" - ten pierwszy raz, kiedy podejmuje się wielką decyzję o oddaniu się Jemu i każdy kolejny, w sytuacjach małych, gdzie zwycięża się samego siebie. Odważyć się na niepewność, jaką ta Miłość niesie, bo nie możemy Boga pojąć. Być gotowym na niespodziewane dobro i umieć zobaczyć w nim Boga.

 

 

Stacja II: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Potem mówił do wszystkich: «Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? (Łk 9, 23-25)

 

Ten, który wskrzesza umarłych, uzdrawia chorych, wyrzuca złe duchy, chodzi po wodzie, ucisza burze i otaczany jest przez tłumy, rezygnuje z "wizerunku zwycięzcy". Decyduje się na hańbę w najgorszej postaci, mimo że wystarczy, by chciał, żeby stało się inaczej. Był tylko jeden argument przemawiający za wzięciem krzyża - tak chciał Ojciec.

Niezwykła wolność - zrezygnować z własnych pragnień. Ale z drugiej strony - o ileż łatwiej. Ile razy zdarzało się mierzyć z niesamowitymi trudnościami, żeby tylko zaspokoić własne żądania. Często wbrew sobie, pomimo obiektywnych przesłanek za wyborem innej drogi - postawić na swoim. Dziwił tylko niedosyt, kiedy cel udało się zrealizować. Brakowało radości.

Można inaczej. Nie trzeba szukać własnej wygody, a koncentrować na tym, co dobre. Pytać: "czego chce ode mnie Bóg?". Słuchać Jego słów i otwierać się na Jego miłość. Dążyć do pokoju ducha, a nie oklasków i zaszczytów. Tak, niejednokrotnie wbrew sobie - ale patrzeć w szerszej perspektywie. Dla innych. "A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie."

 

 

Stacja III: Jezus upada po raz pierwszy

Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. [...] Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. (Łk 15, 13-14.17-19)

 

Czy jest coś łatwiejszego niż usprawiedliwić własną porażkę? Znaleźć setki wytłumaczeń, dlaczego coś poszło nie po myśli? Zazwyczaj bardzo łatwo jest znaleźć przyczyny w otoczeniu. Zdolność analizy przeciwności opanowaliśmy do perfekcji.

Często szukanie przyczyny niepowodzeń w sobie jest zjawiskiem nieznanym. Nie chcemy szukać zła w sobie, bo prawda o swoich niedoskonałościach nie jest łatwa. Prawda jest trudna i wymagająca - bo niejednokrotnie wymaga pożegnania się z jakimś obrazem siebie. "Nie wiem", "nie umiem" - jak często zdobywam się na takie sformułowania? Nieraz wystarczy przyznać się do tego przed samym sobą. Nawrócenie nie wymaga publicznego upokorzenia.  Wymaga, by pragnąć prawdy i poznawać prawdę. Ale wymaga też, by tę prawdę o sobie czynić coraz przyjemniejszą - czyli kształtować swój charakter, walczyć ze swoimi słabymi stronami. Ale żeby walczyć - trzeba wiedzieć, z czym.

 

 

Stacja IV: Jezus spotyka swoją Matkę

Lecz Pan mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny. (2 Kor 12, 9-10)

 

Ileż trzeba było wiary, żeby jeszcze wierzyć? Zapewne Maryja przypominała sobie wielokrotnie w ciągu tych dni sceny zwiastowania, narodzin Syna, ofiarowanie w świątyni. Jezus idący pod górę z krzyżem na plecach nie pasował do obietnicy Tego, który odkupi narody, być może tylko perspektywa szybkiego zakończenia tej drogi trzymała Matkę przy Synu. Siłą wypowiedzianego przed laty "tak", wbrew zdrowemu rozsądkowi, logice, regułom rządzącym ziemskim światem. Jeżeli były chwile zwątpienia - tutaj były najsilniejsze.

Ale było też wesele w Kanie, było dziecię bez zbliżenia do mężczyzny, cudowna ucieczka przed Herodem. Tak jak nie można powiedzieć, że Maryja cierpiała po raz pierwszy, nie można też powiedzieć, że Bóg nie dał jej doświadczenia Swojej obecności - takiej, jaka konieczna była teraz: ponad granice umysłu, wymagająca ufności, modlitwy. Maryja nie wycofała się podczas kolejnej próby, była przy Jezusie ze świadomością, że robi to, czego oczekuje od niej Bóg.

Przy raz podjętej decyzji Maryja trwa z odwagą, konsekwencją, siłą - wydawać się może - cechami typowo męskimi. Potrafi przeczekać kryzys, który wydaje się ostateczny. Próba wiary nie jest po to, żeby wiarę złamać, ale żeby ją wzmocnić. Nie tylko dobro jest darem od Boga.

Każda noc kończy się dniem. Trzeba się tylko nie poddać.

 

 

Stacja V: Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi

«Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». [...] Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» (J 8, 4-7.9-10)

 

Zmęczony po pracy, ale w pełni sprawności fizycznej Szymon pomaga nieść krzyż wyczerpanemu i okaleczonemu Jezusowi. Nie ma żadnego powodu, dla którego miałby to robić - były setki innych kandydatów, a skazaniec niemal na pewno nie był mu znany. Coś sprawiło, że zdecydował się użyczyć swoich sił słabszemu, mimo że po dojściu na górę już do niczego nie byłyby mu one potrzebne.

Różnie można wykorzystywać swoje atuty. To, co z nimi robimy, często jest odpowiedzią na pytanie: po której jesteśmy stronie? Czy zalety są "przeciwko" czy "dla"?

Dary, które otrzymaliśmy od Boga, są po to, aby służyć. By umieć obronić tego, którego nikt nie broni, pokazać, co jest prawdziwe. Nie jest sztuką rzucić kamieniem. Trudniej jest być pierwszym, który tego nie zrobi. Każdy moment bezinteresowności, pomocy pogardzanym jest zwycięstwem Boga w nas. I jest dobrem, które w jakiejś postaci do nas wróci. Ocalenie kobiety cudzołożnej wróciło do Jezusa w osobie Szymona, który pomógł Mu nieść krzyż.

Wszystko, co mam, mam od Boga. Dzieląc się tym z innymi, staję się sługą dobra.

 

 

Stacja VI: Święta Weronika ociera twarz Jezusowi

Wtedy Piotr napełniony Duchem Świętym powiedział do nich: «Przełożeni ludu i starsi! Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek uzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka - którego ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych - że przez Niego ten człowiek stanął przed wami zdrowy. On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni». (Dz 4, 8-12)

 

Święta Weronika - pełna wiary i wierności - ociera swemu Bogu twarz... pełną Najświętszych Ran, zalaną Najświętszą Krwią. Ocieranie twarzy - czyn ten może wydawać się prosty i błahy, niewymagający wielkiego wysiłku, ale nie o to chodzi. Chodzi o gest bliskości, czułości, pochylenia się nad człowiekiem. Z drugiej strony, święta Weronika naraża swoją reputację, a nawet życie. Jest wzorem prawdziwej odwagi w wyznawaniu wiary, gdyż - lekceważąc zebrany lud, który wyśmiewał, szydził i opluwał Jezusa - ona idzie pod prąd, podchodzi do Niego i pomaga Mu w tak prostym geście w Jego dalszej drodze.

Gest wielki, bo jest wyznaniem wiary w Tego, który wedle wszelkiego prawdopodobieństwa ma ulec. Otoczenie Weroniki na pewno zapamiętało to zdarzenie - i pewnie niejeden pomyślał: "i ty, głupia, uwierzyłaś". Za kilka minut twarz Jezusa znów była pełna potu i krwi, ale gest pomocy był pełnym odwagi i siły wyznaniem wiary - i był całkowicie bezinteresowny. Takie wyznanie musiało wynikać z pragnienia, nie mogło być niczym wymuszone.

Piotr zawodził nie raz i nie dwa, ale nadszedł ten moment, kiedy przestał się bać przyznania do Boga. Kiedy całkowicie zawierzył się Bożemu Duchowi, nie było już miejsca na lęk i strach. Poświęcił całego siebie, by zachęcać do Miłości, która wypełniła całe jego życie. Dał się złapać Bogu za rękę - i w tym uścisku nie musiał się już bać.

 

 

Stacja VII: Jezus upada po raz drugi

Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem". Lecz ojciec rzekł do swoich sług: [...] Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się". I zaczęli się bawić. (Łk 15, 20-22a.23-24)

 

Drugi upadek oznacza, że był też pierwszy - i że z pierwszego upadku Jezus się podniósł. Pomiędzy pierwszym a drugim upadkiem dwukrotnie przyjął pomoc.

Dlaczego? Jezus wskazuje nam, że nie jesteśmy w stanie samodzielnie poradzić sobie z każdym upadkiem. Że sobie nie wystarczymy. Że należy zrezygnować z własnej dumy i uznać, że nie wszystko mogę. Przyjąć pomoc i poprosić o pomoc.

Pewnie, że chciałoby się być perfekcyjnym. Widzieć ideał życia w bezbłędności, doskonaleniu siebie w każdym calu. Świętość polega na szukaniu Boga, na przyznaniu, że tylko On wszystko może. On czeka - z miłością większą od każdego grzechu. Do Niego zawsze można się zwrócić i na każdego grzesznika czeka z otwartymi ramionami.

Ale grzech może służyć. Z grzechu można się uczyć - nie tylko jak nie upaść, ale przede wszystkim jak wstawać.

Żeby przezwyciężyć słabość, trzeba ją sobie uświadomić, przyznać się do niej. Pogodzić się, że nie wszystko potrafię. Ze świadomością własnych ograniczeń łatwiej jest cieszyć się z rzeczy małych. Z tą radością - łatwiej się podnosić.

 

 

Stacja VIII: Jezus pociesza płaczące niewiasty

Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki. Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami. I tak ustanowił Bóg w Kościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów, wspierania pomocą, rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami. Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają dar czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć? Lecz wy starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. (1 Kor 12, 26-31)

 

Niewiasty są mało świadomymi uczestniczkami przedstawienia. Płaczą z przyzwyczajenia, bo skazaniec winien być opłakiwany, wszak publiczne krzyżowanie było mało ambitną formą rozrywki, sięgało do najniższych instynktów.

Ale może płakały szczerze, z żalem, że odchodzi ktoś nieszablonowy, atrakcyjny. Tak zaangażowały się w działalność Jezusa - były sympatykami, ale nie zrozumiały, jakie było Jego zadanie. Nie można odmówić im aktywności, ale staje się ona bardziej celem, aniżeli środkiem.

Ich postawa jest przestrogą - żeby nad jakość nie przedkładać ilości. Żeby celem działania nie było działanie, ale dobro. Żeby rozpoznać dary, jakie otrzymałem od Boga, i starać się je wykorzystywać coraz bardziej, żeby służyć bardziej Jemu. Ta sama posługa może być źródłem cierpienia i radości. Ze świadomością celu łatwiej o radość i wzrastanie radości. Nawet kiedy początkowo czegoś brakuje, by ze służby się cieszyć, świadomość kontaktu z Nim jest szansą na większe zaangażowanie serca. Jeżeli w posłudze dla Boga nie ma Boga, to nie ma w niej celu - kwestią czasu jest rezygnacja.

Świadomość, komu się służy, daje też możliwość stanięcia w Jego obronie. Niewiasty nie mogły tego zrobić, bo nie wiedziały, nad Kim płaczą. Tym Kimś dla nas jest nie tyle Chrystus, co Mistyczne Ciało - Kościół. Nie zbiór księży czy biskupów, lansujących bardziej lub mniej kontrowersyjne poglądy, u których szuka się przede wszystkim grzechu. Kościół - wspólnota, do której każdy z nas należy, w której ma swoje miejsce i zadanie. Z perspektywą bycia z Bogiem - już na zawsze.

 

 

Stacja IX: Jezus upada po raz trzeci

Lecz on mu odpowiedział: "Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się"». [...] «Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: "Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła". Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. (Łk 15, 31-32.4-7)

 

Ciekawe, co czuł dobry i zły łotr, kiedy widzieli upadającego Jezusa. Wiele wskazuje, że oni nie upadali - nikt ich wcześniej nie biczował, bo nie było takiej potrzeby. Może czuli się lepsi, gdy On - cudotwórca - tak po prostu upadał. A może cieszyli się, kiedy wstawał, i kiedy razem wspinali się na górę - po raz ostatni w ich życiu.

Łatwiej jest iść razem, kiedy towarzysz drogi może pomóc. Lepiej jest dzielić upadek, bo wtedy własny boli mniej, a radość z powstawania nie umniejsza się, a dzieli ją każdy. Świadomość, że mogę upaść, pomaga patrzeć na innych z wyrozumiałością, a nie wyższością.

Świat kusi dzisiaj, żeby porównywać się z innymi. Wielu chce, by wartość człowieka sprowadzić do liczby strzelonych bramek, sprzedanych płyt, uzyskanych głosów, zarobionych pieniędzy. Żadna z tych liczb nie mówi nic o człowieku - pozwala za to pochopnie wywnioskować, że jest się od kogoś lepszym. Albo że jest się najlepszym. Rozbija się różne klasyfikacje wedle setek kryteriów, by jak najwięcej osób mogło powiedzieć o sobie: "jestem najlepszy".

Jak wiele razy komuś przyznano nagrodę, dlatego że zdecydowały centymetry, podmuch wiatru, płatek śniegu. Niemożliwe do skontrolowania przez człowieka zjawiska, które zdecydowały, że coś potoczyło się tak, a nie inaczej. Jak prosta i mała rzecz przesądziła, że jeden coś ma, a drugi tego nie ma.

Dystans do świata, pogoda ducha, pokora względem własnych ograniczeń i skromność w oczekiwaniach - do tego zachęca nas Jezus. Nie mają dla Niego znaczenia mierzalne kryteria, ludzkie zaszczyty, pobite rekordy. On nie chce, żebyśmy oceniali. Bo każdego z 99 sprawiedliwych kocha tak samo, jak zagubioną owcę.

 

 

Stacja X: Jezus z szat obnażony

Pan rzekł do Gedeona: «Zbyt liczny jest lud przy tobie, abym w jego ręce wydał Madianitów, gdyż Izrael mógłby przywłaszczyć sobie chwałę z pominięciem Mnie i mówić: "Moja ręka wybawiła mnie". Wobec tego tak wołaj do uszu ludu: Ten, który się boi i drży, niech zawróci ku górze Gilead i chroni się». Tak więc odeszło z ludu dwadzieścia dwa tysiące, a pozostało dziesięć tysięcy.

Rzekł Pan do Gedeona: «Jeszcze zbyt liczny jest lud. Zaprowadź go nad wodę, gdzie ci go wypróbuję. Będzie tak: o którym powiem: Ten pójdzie z tobą! - on pójdzie z tobą. O którym zaś powiem: Ten nie pójdzie z tobą! - on nie pójdzie».  Zaprowadził więc lud nad wodę, a Pan rzekł do Gedeona: «Wszystkich, którzy będą wodę chłeptać językiem, podobnie jak pies, pozostawisz po jednej stronie, a tych wszystkich, którzy przy piciu uklękną, pozostawisz po drugiej stronie». Liczba tych, którzy chłeptali z ręki podnoszonej do ust, wynosiła trzystu mężów. Wszyscy inni pijąc zginali kolana. Rzekł wówczas Pan do Gedeona: «Przy pomocy tych trzystu mężów, którzy chłeptali wodę językiem, wybawię was i w ręce twoje wydam Madianitów. Wszyscy inni mężowie niech wracają do siebie». (Sdz 7, 2-7)

 

Jaką twarz ma człowiek z szat odarty? A co to znaczy odrzeć wiarę z szat?

Do walki z Madianitami mogło stanąć 32 000 Izraelitów, ale Pan zdecydował, że wojsko Gedeona liczyć będzie 300 osób. Marta nad grobem swojego brata słyszy słowa Jezusa: "Łazarz umarł, ale raduję się, że mnie tam nie było".

W co jest ubrana wiara współczesnego chrześcijanina? Stroje są różnorodne: setki obrazków ze świętymi, szuflada dewocjonaliów, album z Janem Pawłem II, pielgrzymki. Jakim chrześcijaninem jestem naprawdę? Ile jest wiary, a ile atrakcji?

I pytanie: ile mnie jest podczas modlitwy? Który ja przebywam na modlitwie? Ile tam jest ciała i umysłu, a ile sumienia i zamiaru przemiany życia? I drugie, pozornie niczym się nieróżniące: ile jest podczas modlitwy mnie? Czy mieści się tam jeszcze Bóg? Ile w mojej modlitwie jest miejsca na to, co On mówi? Ile ciszy, w której pozornie nic się nie dzieje?

Zaskakujące, że w opisach Męki żadne z szyderstw nie odnosi się do nagości Jezusa. Przecież tyle napisano o szatach, które z Niego zdjęto! Żołnierze szydzili z faktu, że samozwańczy Syn Człowieczy - wg ich osądu - ostatecznie im ulega. Ileż trzeba było wiary, żeby do umierającego i pozornie przegrywającego człowieka powiedzieć: "Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Swego królestwa", gdy wszyscy wokół płakali lub kpili?!

Z Madianitami nie walczyło trzystu najsilniejszych. Bóg nie pozostawił najlepszych żołnierzy. Wybrał armię tak małą, by wiedzieli, że to On zwyciężył.

Przyjdzie czas, kiedy nic zewnętrznego nie będzie przyciągało do kościoła. Będzie najzwyklejsza msza, dziesiątki innych atrakcji, zniechęcająca pogoda. Przekonywać będzie tylko Bóg. Ale wtedy ujrzymy siebie w prawdzie, choć będziemy niemal tacy sami, jak jesteśmy teraz. Tylko prawdy nie będą zasłaniać szaty.

 

 

Stacja XI: Jezus do krzyża przybity

Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. [...] Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. (Łk 2, 6-7.19)

 

Jeszcze nigdy Jezus nie był w tak złym położeniu. Był już wyprowadzany ze świątyni, wypędzany za miasto z zamiarem ukamienowania, jednak tym razem - nie dość, że sam zaniósł krzyż na górę - to nie skorzystał ze Swojej Boskiej mocy, nie przeszedł pośród oprawców jak gdyby nic się nie stało. Rezygnuje z korzystania z przymiotów boskich, ale nie rezygnuje z kontaktu z Ojcem. Bez względu na to, gdzie jest - modli się.

Po ludzku można powiedzieć, że Jezus rozpoczął i zakończył w najgorszym stylu. Urodził się w stajni, bo nie uznano za stosowne dać mu przyjść na ten świat w godniejszym miejscu. Umiera w wyniku wyroku, w towarzystwie obelg i przekleństw. Po co? Zbawienie mogło dokonać się bez takiego uniżenia.

Bóg pokazuje, że nie ma położenia tak złego, którego On nie zna. Nie ma takiego dna, na którym się nie znalazł. Nie możesz powiedzieć: Panie Boże, Ty nie wiesz, co to znaczy upaść tak nisko.

Bóg wie. Co więcej, wie, jak z każdego położenia się podnieść. I nie tylko zna metodę. On sam to zrobił. I ty też możesz to zrobić, a On ci w tym pomoże, o ile tylko w pełni mu zaufasz. I być może właśnie wtedy najmocniej Go poczujesz. Kiedy nie będziesz się spodziewał, że ktokolwiek jest przy Tobie, On będzie na ciebie czekał.

 

 

Stacja XII: Jezus umiera na krzyżu

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? [...] Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. (Rz 8, 35.37-39)

 

Wyczerpały się już wszystkie ludzkie środki, by doprowadzić Boga do klęski. Człowiek nie może zrobić więcej - Jezus nie żyje. Ale to Bóg powie ostatnie słowo.

Nie ma takiej ludzkiej siły, która zdołałaby nie pozwolić Mu cię kochać. Niezależnie, jak daleko człowiek posunie się w okrucieństwie, Bóg znajdzie sposób. I nie ma znaczenia, jak daleko sięgnie postęp technologiczny czy jakikolwiek inny.

Jedynym, który może wpłynąć na nieprzyjęcie Jego miłości, jesteś ty sam. Tak, pomimo że Bóg zrobił wszystko, żebyś mógł z niej korzystać, ukochał cię tak bardzo, że pozwolił ci zdecydować. Ale będzie czekał zawsze, kiedy tylko zmienisz zdanie.

I w tej miłości nie będzie trudności ponad twoje siły. Do pokonywania wielu sam cię uzdolnił. Tymi, które są za duże, zajął się sam. Dopóki będziesz szedł z Nim, pokonasz wszystkie.

 

 

Stacja XIII: Jezus zdjęty z krzyża

Wtedy Mojżesz i Izraelici razem z nim śpiewali taką pieśń ku czci Pana: Będę śpiewał ku czci Pana, który wspaniale swą potęgę okazał, gdy konia i jeźdźca jego pogrążył w morzu. [...] Miriam prorokini, siostra Aarona, wzięła bębenek do ręki, a wszystkie kobiety szły za nią w pląsach i uderzały w bębenki. A Miriam przyśpiewywała im: «Śpiewajmy pieśń chwały na cześć Pana, bo swą potęgę okazał, gdy konie i jeźdźców ich pogrążył w morzu». (Wj 15, 1.20-21)

 

Czy świat widział pogrzeb, któremu nie towarzyszyłby płacz? Czy kogokolwiek bulwersują czy choćby dziwią reakcje najbliższych tego, który niedawno umarł?

Dzisiaj świat nie lubi radości. Do okazywania jej ma prawo zwycięzca, na ściśle określonych zasadach, czasami nawet ryzykując karę. Radość z rzeczy małych jest niemal zakazana.

To ma konkretne przełożenie na naszą wiarę. Ludzie chodzący do kościoła są smutni. Gdyby popatrzeć na wiernych, msza w oktawie Wielkanocy i Liturgia Wielkiego Piątku wyglądają łudząco podobnie. Przyzwyczajeni jesteśmy nie cieszyć się ze spotkania z Chrystusem i nie szukać tej radości.

A gdyby tak przestać walczyć o poważną minę w każdej sytuacji i otworzyć się na to, jak Bóg działa na nasz nastrój? Gdyby czas spędzany z Nim miał stanowić źródło radości? Im bardziej otworzysz własne emocje, tym łatwiej będzie Ci otworzyć siebie samego. Nie jest to słabość - to coś naturalnego. I stąd już tylko krok od oddania całego siebie. Przed Bogiem nie musisz się wstydzić - On zna ciebie w całości. Nie musisz kreować siebie innego niż jesteś. Nie stworzył cię słabego, byle jakiego. Stworzył cię pięknym, po to, byś był do Niego podobny. Chce dać ci szansę, żebyś to sobie uświadomił - i wiedział, jak dobrze może być ci razem z Nim.

 

 

Stacja XIV: Jezus złożony do grobu

Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. [...] Marta rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga». Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie». Rzekła Marta do Niego: «Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym». Rzekł do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?» Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat». (J 11,17.21-27)

 

Wszystko już gotowe - Jezus spoczywa w grobie, pozostałe ciała też nie będą spoczywać na górze w czasie święta. Dla Jego najbliższych to musiały być bardzo dziwne obchody. Świętowali Paschę, czyli Przejście. I chyba jeszcze nie spodziewali się, jakie to będzie przejście.

Historia Łazarza pokazała już, że Bóg potrafi poradzić sobie ze śmiercią. Że nie ma porażki, która nie może stać się pretekstem dla większego zwycięstwa. Że czas oczekiwania jest czasem próby. Pytanie: "wierzysz w to?" spotyka odpowiedź "tak" opartą całkowicie na wierze we wszechmoc Boga. Nie mogła być oparta na niczym innym, bo wszystkie inne podstawy wiary zostały już podważone.

Każdy cud Jezusa był odpowiedzią na wiarę. Ten, kto oddawał się Jezusowi, nie wiedział, co go czeka. Przyjmował wolę Boga wobec niego i godził się na wszystko, co mogło nastąpić.

Ale Bóg chciał od każdego z nich czegoś więcej. Uzdrowienie było tylko pierwszym krokiem. Chodziło o całkowite oddanie się Jemu, ale to oddanie się służyło za każdym razem uzdrowionemu.

Również od ciebie Bóg chce czegoś więcej. Nie bój się tego. I nie pytaj, czy jesteś gotowy - bo Bóg nie powołuje gotowych. Jeżeli pójdziesz za Nim, pójdziecie razem - a On zatroszczy się o Ciebie tam, gdzie nie będziesz dość mocny. Wystarczy, żebyś polegał na Nim.

 

 

Zakończenie

A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. [...] Na to On rzekł do nich: «O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» (Łk 24, 21.25-26)

 

To, co należało do Boga, już się wykonało. Droga do Niego jest gotowa - nie musisz czekać na zbawienie, ono już się dokonało. Jeżeli chcesz, możesz mieć wszystko, wystarczy się na to odważyć. Bóg cię zna - i zaprasza, byś i ty poznał Jego. Zrobił dla ciebie wszystko - do tego samego zaprasza ciebie. Czas na twoją decyzję - jeśli powiesz "tak", możesz być szczęśliwy już zawsze. Bóg zrobił swoje, teraz twoja kolej.

Wygenerowano w sekund: 0.03
8,205,086 Unikalnych wizyt